...

*

 

„Zasada nr 1 - nie przejmować się drobiazgami. Zasada nr 2 - wszystko to są drobiazgi" (jakiś kardiolog) 

Taki mam plan, żeby mniej było spraw wagi ciężkiej, a trochę więcej wagi koguciej, bo przecież kilogramowo to ja jestem supermusza chyba, supermucha nabzdyczona. I nie mam teraz na nic czasu.  



ihaaa 2012-05-19 19:30:20
skomentuj (2)
Ostatni raz o moim kiblu (ze specjalnym systemem opuszczania klapy!)
Żeby nie było niedomówień - to nie jest tak, że ja co drugą osobę zalewam kretem i domestosem. Na swoje usprawiedliwienie dodam, że zalałam tych, którzy swego czasu zabili mnie na śmierć albo jeszcze gorzej. Przeżyłam dlatego, że  w końcu zrozumiałam, że to wszystko było jednak nieważne i po prostu głupie. Okazało się, że żyję, i to całkiem nieźle. Dziwię się jedynie, że te zwłoki same wypływają i o sobie przypominają. Mnie by było głupio, ale zdaję sobie sprawę, że między nami od zawsze były bardzo duże różnice. Myślałam więc, że już nigdy nic, a tu jednak powraca w bardzo biednym stylu. Właśnie tego stylu nie mogłam znieść. Myślałam, że z bełkotu się wyrasta i ewentualnie zaczyna rozmawiać.  

*


Wysłałam promotorowi pierwszy rozdział. Odpisał, że przeczytał z satysfakcją ;] Dzisiaj był ważny dzień. Chyba się udało ;]  

ihaaa 2012-05-08 19:03:01
skomentuj (4)
Flisacy
Są ludzie, których dawno temu (choć i tak za późno) zalałam kretem, a następnie wrzątkiem. Byli, jacy byli. Nie można mieć za to do nich żadnych pretensji, co najwyżej do siebie, że poświęcało się uwagę pretensjonalnym bełkotom, które były  tylko pretensjonalnymi bełkotami, niczym więcej. Z pewnym zdziwieniem spostrzegłam pewnego dnia (czyżbym niechcący uderzyła w stół i nożyce wzięły i się odezwały?), że oto jeden trupek wypływa. Strupek taki z otchłani mojej muszli klozetowej wypływa. No  i co on robi? Z bełkotem do mnie  startuje. I tym bełkotem coś próbuje! To nie wyglądało dobrze, a brzmiało jeszcze gorzej. Złe słowo cisnęło mnie się na usta, ale w końcu powściągnęłam się. Bulgot to tylko bulgot, żaden tam buldog. Ani angielski, ani tym bardziej francuski.    

ihaaa 2012-04-28 21:38:02
skomentuj (5)
* * *

Najpierw była noga, a teraz ręka. Że brzydka. Trupia. Użylona. Stara. Że pierścionek szkaradny. Że się nie postarali. Dziwnie to, ale niełatwo być najpiękniejszą kobietą na świecie. A jeśli chodzi o mnie, to sprawy wyglądają tak, że doszłam w swojej pracy do najgorszego, najnudniejszego rozdziału. Staram się jednak bardzo. Jakiś czas temu promotor zwrócił się do mnie z prośbą, która mnie zaskoczyła, ale jeszcze bardziej ucieszyła. Od razu powiedziałam, że się zgadzam (gdzieś tam przed oczami mignął mi mój kwietniowy grafik w pracy), że oczywiście jak najbardziej. No więc u mnie praca, praca, praca, praca i brak czasu.    

 



ihaaa 2012-04-18 23:10:33
skomentuj (3)
"Radość ze znalezienia borowika okazuj szerokim wymachem nóg"

Brzmi jak kiepski tekst z ihaaa.blog.pl, ale tym razem to nie ja. Mam konkurencję w redakcji "Super Expressu". Nie bawi mnie to, bo od dawna staram się zwrócić uwagę na wszechobecność grzyba, jego przebiegłość, przy ściółce czajenie się. Do sprawy podchodzę śmiertelnie poważnie, nie uznaję żadnych żartów. Bez znaczenia jest to, że teraz słucham ballady Didn't we almost have it all Whitney Houston. Można nawet powiedzieć, że dodaje mi to pewnego majestatu i jakoś współgra z grzybami, no bo czy czegoś nam brakowało? Czy przypadkiem nie było tak, że mieliśmy wszystko? Nikt nie ma wszystkiego, ale my mieliśmy! Po co był grzyb? Czemu dawać grzybom osobne królestwo w naturze? Czy grzybofitness to nie jest już przesada?


Klik 

 A za informację dziękuję Lenie! W razie innych grzybów piszcze wszyscy na grzyb@grzybnia.gr



ihaaa 2012-04-11 01:15:49
skomentuj (4)
Wesoły(ch) Świąd

Dziękuję za wszystkie życzenia urodzinowe. Razem z Piotrem mamy już 50 lat!

Raczej unikam chamsko nachalnej reklamy (czyli takiej, która jest w sposób chamski nachalna), ale nadchodzi wyjątkowa okazja, aby ocenić dokonania Piotra jako współreżysera i narratora (o tutaj). Nie wiem, jakie są wasze wrażenia, ale jak mój mąż mówi, to czuję jego głos w dole pleców (w takim razie może lepiej, żebyście nie mieli podobnych doznań). Niestety, na żywo brzmi jeszcze lepiej. Seks, seks, seks - że tak sobie pozwolę zauważyć. No więc kto odbiera kanał Hyper +, ten odbiera. Kto nie, ten będzie mógł obejrzeć całość za jakiś czas w sieci.

Święta nadchodzą, więc życzę smacznego jajka (pilnujcie, aby zbuk się nie przydarzył), smacznego królika i smacznej babki. 
Stay cute, jak to się mówi. 

ihaaa 2012-04-05 20:10:01
skomentuj (11)
*
Wielu ludzi, wiele myśli nie ziściło się. Byli tacy, którzy kończyli się wypryskiem kontaktowym pręgowanym, świądem szatańskim,
serca bólem. Człowiek myślał, że wszystko będzie się dziać przy zachodzącym słońcu (gdzieś tam to słońce topiłoby się
w morzu, potem gwiazdy na niebie, wiatr rozwiewający włos, a może jednak sceneria leśna, strumyk, jelonek uśmiechnięty, błogosławiący chwile), a tu tylko na tle nerwowym; żadnych wschodów czy zachodów. To, że się te kicze wszystkie nie urzeczywistniły, jest jedną z lepszych rzeczy, jakie mi się przytrafiły (no dobra, żal może jelonka, ale tylko jego). Między innymi dzięki temu niespełnieniu jest dziś zdrowo, bez grymasów można wchodzić w wiosnę itd. Kwiecień jest najlepszym miesiącem w roku, więc korzystajcie. Ile wlezie.   

ihaaa 2012-04-02 01:18:32
skomentuj (11)
Syn czy sen

W pewnej piosence Lubomskiego słyszałam przepiękne, zuchwałe zdanie. Cały tekst bardzo dobry, ale jeden fragment szczególnie rozpalający, dosyć bezpośredni, ryzykowny; trzeba mieć odwagę, by tak powiedzieć kobiecie. Mnie się to szalenie podobało od pierwszego przesłuchania... Bo to jak z tym, gdy prosi się kogoś o to, by absolutnie nie myślał o słoniu. No i o czym ten ktoś pomyśli? Oczywiście, że o słoniu. No więc ja w tym zuchwałym tekście widziałam coś podobnego. A szło to tak: Nie wmawiaj, że nasz syn się nie przydarzy. Zazdrość czułam, że to nie moje, ale tłumaczyłam sobie tak, że nie mogłam przecież sama stworzyć takiego zdania, bo nigdy nie było aż takich podbramkowych sytuacji, by trzeba było sięgać po tak ciężkie argumenty (że dziecko itd.)... Najgorsze jednak jest to, że w oryginale w ogóle nie chodzi o żadnego syna. Nie ma tego zdania, po którym kobieta albo da od razu w mordę, albo zacznie się zastanawiać (i o to chodzi, by tym zdaniem zasiać ziarno w umyśle). Przykre przesłyszenie... No bo jaka jest siła w oryginalnym "Nie wmawiaj, że nasz sen się nie przydarzył"? W tym synku przeze mnie słyszanym straszna namiętność była ukryta! I w tej kobiecie, która się przed tym synkiem broniła... Ech. Srodze zawiedziona jestem.   



ihaaa 2012-03-28 23:57:48
skomentuj (1)
refluksje
Z dziwnymi ludźmi jechałam w autobusie... Jeden dziwniejszy od drugiego. Od pewnego przystanku sytuację znacząco ratowały dwa kundelki, ale to dopiero od pewnego momentu. Pasażer obok mnie przypominał strup, a jego zapach przywodził na myśl ranę w rozkwicie, na słońcu ropiejącą i się paskudzącą. A przede mną kobieta, która z nadejściem wiosny przerzuciła się na perfumę kwiatową, słodką BARDZO. Wierzcie mi, że bardzo poważne wymiociny unosiły się w powietrzu. Cud, że się nie zmaterializowały w moim przełyku. Ja oczywiście też w średniej formie, bo z rozwścieczoną aftą w jamie ustnej, więc wszyscy jakoś tak do siebie pasowaliśmy. Jednak ewidentnie było dzisiaj o jedną dziwną osobę za dużo, miałam nieprzyjemne wrażenie przebierającej się miarki... To też dziwne, bo raczej jestem wytrzymała, nie zniesmaczy mnie byle struposz, ja zresztą lubię się babrać... Powiedziałam jednej koleżance 
o moich skłonnościach do grzyba. Odpowiedziała, że po mnie nie widać :>


ihaaa 2012-03-24 22:58:30
skomentuj (10)
I do nothing but think of you

Ta manikiurzystka, która chce puścić z dymem całe Legionowo, powiedziała, że jestem prawdopodobnie ostatnią osobą, która jeszcze słodzi herbatę (i to trzy łyżki, raczej stołowe niż płaskie). Że już żadna klientka nie prosi o cukier, a klientki mogę obadać, bo ich zdjęcia z podpisami wiszą na ścianie (niestety, Angeliny nie było). I ja oczywiście zażartowałam i spytałam, czemu mnie nie proszą o zdjęcie, ale chyba nie zeżarło, bo nikt poza mną się nie uśmiał (i nikt mnie nie rozpoznał :D). Prawdą jednak jest, że coraz trudniej o biały cukier w miejscu publicznym. Trzcinowy podsuwają i niby ok, ale trzcinowy może mi naskoczyć, bo nie jest słodki.  Jest podobno zdrowy, ale nie słodzi się dla zdrowotności, lecz dla słodkości, a to pewna różnica.



ihaaa 2012-03-17 22:53:27
skomentuj (8)

PustaMiska - akcja charytatywna




statystyka